Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama SANTANDER PARTNER - placówka partnerska nr 1 | Kredyty: gotówkowe, konsolidacyjne, hipoteczne, dla firm, leasing | GORLICE, ul. Legionów 12
ReklamaZapraszamy do zakupów u wiodącego sprzedawcy rowerów elektrycznych - Iwo Bike w Gorlicach
Reklama DELIKATESY SZUBRYT – GORLICE, ul. Kościuszki 34A – Sprawdź najnowsze promocje! [od 31 marca do 13 kwietnia 2025]
ReklamaZostań uczniem Zespołu Szkół Zawodowych w Gorlicach - trwa rekrutacja 2025/26

Rozmowa z uczniami o sklepikach szkolnych

Podziel się
Oceń

Czy w zakresie troski o zdrowie i szczupłe sylwetki uczniów posunięto się za daleko? Zakup hot doga – tylko za okazaniem dowodu osobistego? To nie wymysł, ale fakt. Dziś rozmawiamy z uczniami, którzy opowiedzieli nam o tym, co myślą o ograniczeniach sprzedaży produktów spożywczych w sklepikach szkolnych i na stołówkach. Zapraszamy do dyskusji.

Słynna zmiana, która od pierwszego września zakazuje w szkolnych sklepikach sprzedaży wielu popularnych produktów spożywczych budzi liczne kontrowersje. Fakt, że to nie sklepik szkolny powinien uczyć dzieci prawidłowych nawyków żywieniowych nie przeszkadza stwierdzić, że promocja zdrowego stylu życia doprowadzi prawdopodobnie w przyszłym tygodniu do zamknięcia wielu sklepików szkolnych.

A co myślą uczniowie o tym, że w szkole nie mogą już kupić słodkich bułek i wielu przekąsek, które cieszyły się dotychczas popularnością?

Klaudia: W sklepiku kupowałam rzadko, ale było to wygodne. Teraz mam więcej zajęć, nie zawsze mogę spakować wszystko do plecaka, bo byłoby tego za dużo. Jeśli nie kupię niczego po drodze zostaje woda mineralna. W sklepiku chciałabym móc kupić kanapki- takie jak Subwayu. Przecież to nie może być niezdrowe: świeże warzywa, wędlina. Okazuje się jednak, że białe pieczywo to już towar zakazany. Kupując takie rzeczy spod lady moglibyśmy mówić o nowej formie szkolnej dilerki.

Julia: Dla mnie to w ogóle chory wymysł. Mam 18 lat, a nie mogę kupić sobie drożdżówki ani herbaty z cukrem? Ta zmiana jest śmieszna. A i tak wszyscy wiedzą, że uczniowie jak tylko mogą, to na przerwach wychodzą poza teren szkoły, żeby kupić sobie normalne śniadanie w sklepie. Zamknięcie sklepików nie zmieni w ogóle tego co jemy – bo drożdżówka jest po prostu najtańsza. A te batoniki „fit” mają często więcej kalorii niż stare, zwykłe słodycze.

Natalia: W sklepiku nie zostało prawie nic. Na stołówkach nawet panie narzekają, że w tej chwili nie mogą nam zaproponować nic lepszego, ani smaczniejszego. Słyszałam, jak mówiły, że w związku z tą zmianą one chętnie gotowałyby nam dobre rzeczy, ale niech im podadzą przykładowe jadłospisy, bo w tej chwili mają związane ręce: kasza ryż i warzywa na parze. Codziennie. W szpitalu chorym daje się kroplówki, na przeżycie, bo przecież kroplówki zawierają wszystko co trzeba. Uczniów chyba zaczyna się traktować tak samo.

Sylwia: Uważam, ze zmiana jest bardzo dobra, ale za późno wprowadzona. Otyłych dzieciaków jest już mnóstwo. Ale to wina rodziców, którzy im podsuwają chipsy i fast foody – nie wina sklepiku. Śniadanie mogę sobie zrobić w domu, a w drodze do szkoły kupić picie, jeśli potrzebuje. Nie wyobrażam sobie jednak chłopaków w szkole, którzy mieliby cały dzień jeść warzywa i owoce – ile tego musieliby zjeść, żeby normalnie wyglądać? Nie wyobrażam sobie też ich zajadających się waflami ryżowymi „fit”.

Ola: Mnie najtrudniej zrozumieć brak automatów z gorącymi napojami – w szkole nie ma jak napić się czegoś gorącego, a na samej wodzie trudno wytrzymać cały dzień. Jestem tu od samego rana, do domu wracam po 17.00 – potrzebuję gorącej herbaty albo kawy, a nie ma jej skąd wziąć. Wszyscy mówią – trzeba było sobie kupić przed szkołą – no i kto to za mnie będzie nosił przez cały dzień? Bez sensu.

Uczniowie są nastawieni do nowej zmiany w różny sposób – z ich punktu widzenia niewiele się jednak zmienia, poza tym, że jak przyznają sami, w czasie przerw muszą czasem wyjść ze szkoły, żeby w zwykłym sklepie zakupić potrzebne im produkty. Nauczyciele ganią ich za to, ale rozumieją tę postawę. Zmiana reguł dotyczących stołówek i sklepików ich zdaniem tylko dla niewielu uczniów oznacza rewolucję w jadłospisie – dla większości nawyki żywieniowe pozostaną takie jak dawniej. Zmienia się tylko miejsce zakupów. W końcu nie będą na przerwach wydzierać uczniom z rąk produktów ustawowo zakazanych.

A co na to rodzice?

Niektórzy wzruszają ramionami – i tak przygotowują pełne śniadanie w domu – musi wystarczyć. Symbolicznych „5zł” nie zawsze jest możliwe do wygospodarowania na codzienne przekąski ich dzieci, dlatego problem zakupów w sklepikach po prostu nie istnieje. Na jadłospisy oferowanych dla uczniów jedzących w stołówce także nie mają wpływu, ale lepiej, że dziecko zjada jakikolwiek ciepły posiłek w szkole, niż miałoby go w ogóle nie dostać.

Kto więc powinien odpowiadać za to, co jedzą dzieci: właściciele szkolnych sklepików, rząd, nauczyciele, rodzice, sami uczniowie?

Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie o to, czy ostatnia zmiana była naprawdę konieczna w takiej formie, w jakiej została wprowadzona. Jak więc działać, żeby uczniowie przestali mieć problem z nadwagą?

Zapraszamy do dyskusji.


Napisz komentarz

Komentarze

Gorliczanin 25.09.2015 04:56
Szukałem dzisiaj ciemnego pieczywa w sklepie i nie znalazłem, dlaczego sklepy niewiele tego sprowadzają? czyżby mieszkańcy nie chcieli jeść zdrowo?

ala 22.09.2015 17:26
Poza tym zakazany owoc bardziej smakuje, wychodząc ze szkoły dzieci z jeszcze większym smakiem rzuca sie np czipsy i to dopiero będzie szkodliwe

tralala 22.09.2015 06:34
Zgadzam się, te przepisy są po prostu szkodliwe. Nie można kupić jugurtu słodzonego cukrem, ale można kupić słodzony aspartamem (!).

xxx 21.09.2015 15:21
Po pierwsze ta ustawa i rozporządzenie są idiotyczne, pominięto całkowicie edukacje, kamapanie społeczną, nauczanie dzieci, poszli na skróty. Imbecylizm ma taki stopień, że dziecko nie może kupić sobie drożdzówki, jagodzianki, bułki, soku powyżej 330 ml bo rozporządzenie zabrania, najśmieszniejsze, że takie sytuacje maja miejsce tam gdzie są osoby pełnoletnie- technika, licea, etc., mogą sobie kupić papierosy, a drożdzówkę nie. Idiotyczne postanowienia typu " w szynce 70 g mięsa, 10 g tłuszczu /100g" no i co ktoś co prowadzi sklepik będzie sprawdzał zawartość? Śmieszne. Poza tym wiele ludzi straciło pracę - zamykając sklepiki, bo poprostu im się nie opłaca, a może to było jedyne źródło utrzymania danej osoby i co wtedy? TO RODZICE DECYDUJĄ CO KUPUJĄ DZIECI, A NIE PAŃSTWO. Nie dla państwa, które ciągle nam czegoś zakazuje.

ReklamaZapraszamy dzieci od 3. m.ż raz z rodzicami na naukę pływania do Szkoły Pływania Nemo - Sportowa Przygoda Wiktoria Fryczek
ReklamaAQUAPLAST - rynny, pokrycia dachowe
ReklamaNowe mieszkania na sprzedaż, Osiedle "Szklane Tarasy" - Gorlice, ul. Kapuścińskiego
ReklamaPrace wysokościowe - szybko, solidnie i sprawnie - Adam Piątkiewicz Alp-Lin
AKTUALNOŚCI
ReklamaZnajdujemy się w Jankowej k. młyna, w budynku stacji PKP. Z nami Wybudujesz ,Wykończysz, Wyremontujesz. Największy wybór materiałów budowlanych w regionie. Kontakt: 18 479 14 13 / 692 700 673
Reklama
ReklamaKup bilet na występ Marcina Dańca w Bieckim Centrum Kultury 13 kwietnia 2025 o godz. 19
POPULARNE
Reklama
bezchmurnie

Temperatura: 9°C Miasto: Gorlice

Ciśnienie: 1023 hPa
Wiatr: 7 km/h

Reklama Nowe mieszkania na sprzedaż - Szklane Tarasy, Gorlice, ul. Kapuścińskiego