W dużych miastach galerie handlowe są pełne kamer i liczników ukrytych w bramkach, które kojarzymy tylko z prewencją kradzieży. Tymczasem, jeśli przyglądamy się bliżej, możemy czasem zauważyć, że sprzedawcy wchodząc i wychodząc ze swojego sklepu, choćby w celu poprawienia ekspozycji, nisko pochylają się. Dlaczego? Zazwyczaj na wysokości około 140cm, w bramkach sklepowych zamontowane są liczniki klientów.
Mechanizmy rynkowe są nieubłagane, dlatego też sprzedawcy w sklepach są zmuszani do wyrabiania wyśrubowanych norm. Jedną z nich stanowi współczynnik ilości wejść do sklepu do ilości wydanych paragonów. W wielu miejscach, jeśli na 100 osób wchodzących do sklepu, zakupów nie zrobi przynajmniej 30, sprzedawca powinien liczyć się z negatywnymi konsekwencjami: może nawet zostać zwolniony. Liczy się sprzedaż, dlatego też szczególnie młode osoby, obsługujące w duzych sklepach są "motywowane" do zwiększenia sprzedaży pod groźba bezrbocia chcąc, nie chcąc, wcielają się w rolę natarczywych ekspedientek.
Być może już czas, by zrezygnować z eufemizmu "motywacji" i nazwać presję po imieniu? Prawodpodobnie znalazłoby się wiele dosadniejszych określeń, tymczasem jednak pozostańmy przy tym.
Towar słabej jakości? A może towar, który nie sposób w ogóle zareklamować? Często nie ma to znaczenia, czego dowodem są kuriozalne a przede wszystkim niebezpieczne praktyki aptek i producentów leków, którzy nastawiając się na sprzedaż, starają się zareklamować swoje produkty. Cukierki, lizaki, gumy do żucia - pozornie bezpieczny suplement diety (lek!) może przybrać dowolną formę, co ułatwia pracę farmaceutom, którzy muszą wyrobić określone normy.
Wywieranie presji to nie tylko wbudowane liczniki klientów w bramkach, ale także nagrania wideo. Pozornie zapobiegają kradzieżom, często wykorzystywane są jednak właśnie dla określenia skuteczności sprzedaży poszczególnych ekspedientek.
Systemy zwiększania presji stosowane w wielu przedsiębiorstwach, a szczególnie w rozbudowanych strukturach firmowych, np. bankach, powodują, że klienci i sprzedawcy stawiani są na przeciwstawnych szalach, co często wywołuje wiele nieprzyjemnych sytuacji.
Nieważne metody - liczy się zarobek.
Nie ma też jak wytłumaczyć wlaścicielom przedsiębiorstw, że szczególnie w tak małych miejscowościach jak Gorlice, pewne mechanizmy nie mają prawa bytu: sprzedawca kredytów nie ma szansy sprzedać ich na poziomie równym z krakowskimi filiami banku, sprzedawca z sklepie odzieżowym także ma ograniczone pole manewru, zaś w aptekach ludzie często nie wykupują nawet najpotrzebniejszych leków, zatem proponowanie im dodatkowych produktów mija się z celem. Karty stałego klienta w aptece wielu traktuje jak niesmaczny żart. Panie na poczcie proponujące nam regularnie "potwierdzenie sms" także można wpleść w naszą opowieść - muszą nas zachęcać i muszą przypominać.
Choć to irytujące, nie mamy mozliwości zmiany polityki firmy.
Jak więc najlepiej zachować się w tak niesprzyjających okolicznościach?
W sytuacji, w której zachowanie konsumentów może przekładać się na sytuację sprzedawcy, którego obowiązki nie są często mozliwe do zmiany, warto pamiętać o pewnej minimalnej choćby empatii.
Mając realne podejrzenia co do tego, że w danym sklepie stosowane są różne praktyki związane z liczeniem klientów, jeśli nie mamy zamiaru niczego kupować po prostu nie zwiedzajmy.
Jeśli planujemy zakupy, ale idziemy na nie dużą grupą - może warto, żeby częśc paczki przyjaciół poczekała przed sklepem?
Redakcyjni mężowie także potwierdzają - nie zawsze muszą być entuzjastami wielogodzinnych polowań na sukienki swoich Ukochanych. Ich asysta nie zawsze jest więc konieczna.
W związku z tym problemem niektórzy sugerują także podzielenie zakupów, tak, by w jednoznacznej sytuacji liczenia klientów, zwyczajnie wziąć dwa paragony.
Nie są to złote rady, ale podpowiedzi, które blogerzy i internauci wskazują jako jedne z niewielu mozliwości bezkosztowego ale bardziej ludzkiego podejścia do dużego problemu, jakim mogą być systemy "motywowania" pracowników. Niestety, informacje o stosowanych praktykach i wewnętrznych standardach pracy wielu przedsiębiorstw nie wychodzą na światło dzienne.
Mimo, że Gorlice postrzegamy jako miejscowość niedużą, gdzie pewne zjawiska nie zachodzą, to wymienione wyżej mechanizmy stosowane są także u nas. Zachęcamy więc do zwiększonej empatii względem sprzedawców, którzy w zbliżającym się okresie grudniowych zakupów z pewnością będą narażeni na wysoki "mobilizacyjny" stres.
Napisz komentarz
Komentarze