reklama

Cześć. Mam na imię Oliwier. Mam 5 lat. I białaczkę. Drugi raz. Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Po naszym wczorajszym materiale o chorej Małgosi odezwała się do nas Czytelniczka, która opowiedziała nam o chorobie synka. Postanowiliśmy, że kolejny raz poprosimy Was o pomoc.


Pięcioletni Oliwier Piszczek mieszka w Łosiu. A właściwie to powinien mieszkać. Jak każde dziecko w jego wieku powinien chodzić do przedszkola, kopać w piłkę, rozrabiać, poznawać świat i śmiać się najgłośniej jak potrafi.

Powinien.


reklama
reklama

Oliwier walczy z białaczką, która zaatakowała jego malutki organizm już po raz drugi.

Ale od początku

Trzy lata – tylko tyle szczęśliwego i beztroskiego życia dostał nasz synek od losu – zaczyna naszą rozmowę Magdalena Majcher-Piszczek, mama Oliwiera.

Wszystko zaczęło się tuż po trzecich urodzinach, kiedy to chłopczyk zaczął uskarżać się na ból nóżek, który wraz z powiększonymi węzłami chłonnymi, zaniepokoił rodziców.

Po dwóch tygodniach od pierwszych objawów, dokładnie w połowie października 2015 roku, usłyszeliśmy diagnozę – ostra białaczka limfoblastyczna – wspomina pani Magda.

W jednej chwili życie całej rodziny Piszczków wywróciło się do góry nogami.. Oliwierek musiał zamienić swój przytulny pokoik na szpitalną salę, a jego ośmioletnia siostra – błyskawicznie dorosnąć.

Pierwsza walka

Niedługo po diagnozie rozpoczęliśmy ciężkie leczenie, które miało pomóc naszemu synkowi w powrocie do zdrowia – opowiada kobieta.

Etap leczenia szpitalnego trwał osiem miesięcy. Oliwier w trakcie pobytu w oddziale oknologicznym przeszedł trzy bezobjawowe zapalenia płuc, które znosił bardzo źle. Wymagał stałego podawania tlenu, izolacji, zmian antybiotyków.

Podawane leki powodowały niejednokrotnie owrzodzenia jamy ustnej, przełyku, a nawet odbytu, co z kolei wiązało się z podawaniem coraz to mocniejszych leków przeciwbólowych i uspokajających – wyjaśnia mama Oliwierka.

Chłopiec był osłabiony, nie chciał jeść, dlatego lekarze ciągle przesuwali termin podania chemii. Kiedy już udało się ją wdrożyć, powodowała zaburzenia odporności.

Pojawiły się również napadowe bóle głowy, które uniemożliwiały Oliwierkowi normalne funkcjonowanie. Ból był tak silny, że potrafił wręcz wyrywać go ze snu. Umieraliśmy ze strachu na samą myśl o tym, co może być przyczyną tak silnych napadów – opowiada przez łzy.

Po przeprowadzeniu badania EEG głowy okazało się, że chłopiec ma zmiany w okolicy skroniowej, ciemieniowej i potylicznej.

Lekarze natychmiast włączyli specjalistyczne leki, a syna objęto opieką neurologiczną – wyjaśnia.

Mama z synkiem, córka z dziadkami, mąż w pracy

Cały etap leczenia pani Magda przebywała z Oliwierkiem w szpitalu.

Wiedziałam, że on tylko przy mnie czuje się bezpieczny. Może dlatego, że w żadnej kwestii nigdy nie próbowałam go oszukiwać – zawsze mówiłam wprost, co w danym momencie go czeka – mówi.

Podczas gdy chłopiec z mamą był w szpitalu, starsza córka Piszczków musiała przeprowadzić się do dziadków. Mąż pani Magdy pracował na pełen zegar, żeby utrzymać całą rodzinę.

Nasza córeczka Ola była zdana na dziadków i samą siebie. Nawet boję się pomyśleć, ile nas ominęło i w jak wielu momentach byłam jej potrzebna – dodaje pani Magda.

Światełko w tunelu

Po zakończeniu leczenia szpitalnego rozpoczął się etap leczenia podtrzymującego, podczas którego chłopiec nie miał na szczęście jakichś poważnych infekcji, dlatego mógł przyjmować systematycznie chemię w tabletkach.

Olo szalał w domku. Nasze życie zaczynało wreszcie wyglądać normalne – wspomina.

Nic nie wskazywało na…

Niestety dokładnie 13 lipca tego roku wszystko wróciło.

Nawrót białaczki. Dwa słowa, które znowu zabrały Oliwierowi i nam normalność, które rzuciły go z powrotem w onkologiczne piekło. Z bezpiecznego domu, gdzie miało być już tylko dobrze, trafił po raz kolejny do oddziału, w którym czuć tylko strach i śmierć, gdzie dzieci zamiast na hulajnogach jeżdżą na stojakach do kroplówek – mówi z przerażeniem.

Z ust lekarzy usłyszeliśmy „Przykro nam, ale niestety syn ma nawrót choroby” – dopowiada.

Rodzina dopiero co pozbierała się po pierwszej diagnozie, a tu kolejny cios.

Ja znowu z synkiem w szpitalu, Ola znowu przeprowadza się do dziadków – mówi zrozpaczona matka.

Tu i teraz

Mama Oliwierka właśnie jedzie do Krakowa, do synka.

Wczoraj źle się poczułam, a nie mogę narażać Małego na jakiekolwiek infekcje, dlatego przyjechałam do domu. W szpitalu zastąpił mnie mąż – wyjaśnia.

Chłopiec na nowo rozpoczął chemioterapię. 

Teraz tkwimy znowu w tych szpitalnych murach, przyjmujemy leki, mamy spadki, infekcje i co najgorsze nie wiemy, co dalej – mówi kobieta.

Jedno jest pewne, 5-latek musi mieć przeszczep, bo choroba wróciła jak bumerang.

Wierzymy, że teraz w końcu wygramy raz na zawsze. Prosimy, pomóżcie nam wyrwać Oliwierka ze szponów białaczki – dodaje.

Rodzina zwraca się z prośbą o pomoc w zgromadzeniu środków na leczenie chłopca. Wsparcie finansowe zostanie przekazane za zakup niezbędnych leków, środków medycznych, ewentualną rehabilitację i w razie potrzeby na konsultacje lekarskie w kraju i za granicą.

Oliwierkowi można pomóc, dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba”

Bank BZ WBK

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: „1070 pomoc dla Oliwiera Piszczek”

Jak również poprzez wpłatę systemem DOTPAY: TUTAJ


reklama
reklama

 


 

Barbara Ćmiech

Dziennikarz Portalu halogorlice.info

e-mail: b.cmiech@halogorlice.info

tel. 733 05 30 05

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

reklama