reklama

Czy dane wyciekają z ZUSu? Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Regularnie czytamy i wysłuchujemy alarmujących wiadomości na temat wycieku osobistych danych oraz kredytach, które trzeba spłacać, choć zaciągnął je ktoś obcy.

Tymczasem ZUS regularnie wysyła listy zwykłe z kompletem naszych danych - jeśli przejmie je ktoś niepowołany możemy być w poważnych tarapatach.

Regularnie otrzymujemy listownie z ZUS rozmaite informacje, np. na temat wysokości składek, które do tej pory odprowadziliśmy. Korespondencja ta budzi dla wielu osób mieszane uczucia. Pomijając niesatysfakcjonująca wielu treść listu, wielu zwraca uwagę na to, że zawarte w niej poufne dane są wyjątkowo narażone na zaginięcie.

Listy te wysyłane są jako listy zwykłe bez numeru nadawczego, potwierdzenia nadania.Takich listów jest jednak więcej, a ich treść bywa bardziej szczegółowa. Chociaż istnieje możliwość przekazywania tych danych drogą elektroniczną, korzysta z tego niewielu, a liczni podkreślają, że takie rozwiązanie wcale nie jest bezpieczniejsze.
Tylko nieliczne pisma muszą zostać przez ZUS zarejestrowane, dlatego też wiele osób z przerażeniem zauważa, że pisma zawierające komplet ich danych osobowych (imiona, nazwisko, adres, PESEL (!), numer i seria dowodu osobistego (!!!)) są także przesyłane przez ZUS w formie listów zwykłych.


Jeśli list zaginie, możemy nawet nie wiedzieć, że jakikolwiek list z ZUSu miał do nas dotrzeć.


Trudno o jednoznaczne dane z poczty związane ze skalą zaginięć przesyłek. Teoretycznie stanowią one „tylko” około 0,3% wszystkich nadanych listów - czyli około 200 000 przesyłek rocznie (dane za rok 2008)! Ile wśród nich może pojawić się przesyłek z kompletem naszych danych? Nie wiadomo.
ZUS wysyła co roku ok 60mln listów – nie dziwi więc fakt, że oszczędność na listach jest tu wyjątkowo uzasadniona ekonomicznie.


O ile w przypadku takich informacji jak wysokość naszych odprowadzonych składek, korzyści dla potencjalnego złodzieja są nikłe, to praktyka wysyłania przez ZUS listów bez potwierdzenia nadania jest utrwalona i szeroko stosowana. Tylko w określonych ściśle przypadkach instytucja ta ma obowiązek wysyłać listy polecone. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych oraz sądy potwierdzają – praktyka ta jest zgodna z prawem.

Niestety cenę za oszczędności instytucji niejednokrotnie płacić muszą ubezpieczeni – tracący prawo do świadczeń, dowiadujący się po terminie o toczącej się w ich sprawie procedurze, stresujący się i próbujący wyjaśniać problem odkryty zbyt późno. Sporadycznie zdarzają się też ogromne dramaty związane z utratą danych i ich wykorzystaniem przez obce osoby.

Jeśli więc spodziewacie się jakiejkolwiek korespondencji z ZUS, trzymajcie rękę na pulsie. Niedoręczenie takiego listu może być poważnym powodem do zmartwienia: po pierwsze, oznaczającym, że ktoś może posługiwać się w tej chwili wszystkimi danymi niezbędnymi do wzięcia kredytu. Po drugie zaś, może spowodować, że w związku z niedoręczeniem listu z ZUS nie będziemy mogli odpowiedzieć na tą korespondencję w wymaganym terminie. Ile negatywnych konsekwencji może za sobą pociągnąć podobne zaniedbanie z pewnością nie trzeba tłumaczyć. Utrata prawa do określonych świadczeń, konieczność pisania wyjaśnień w sprawie, czasem ciągnąca się miesiącami sprawa w urzędzie, a ostatecznie przed sądem.

Życzliwość urzędnika nic nie pomoże w obliczu bezdusznego systemu procedur. Wiele terminów i spraw kontrolowanych jest przez system komputerowy, do którego zarówno petenci jak i urzędnicy muszą się dostosować. Staje się to ogromnym problemem dla petenta, który nie z własnej winy, nie dotrzymuje określonych terminów lub nie wie o tym, że pewne postępowania miały miejsce (np. kontrola ZUS).
Przykładem może być sytuacja, w której otrzymując pismo z ZUS czytamy w nim, że na odpowiedź mamy 14 dni od dnia doręczenia niniejszego pisma. Niestety, w związku z tym, że listy zwykłe, które są do nas dostarczane z ZUS w zdecydowanej większości przypadków nie mają numerów nadania, a co za tym idzie – nie można sprawdzić, kiedy faktycznie zostały odebrane, powinniśmy sugerować się datą wystawienia pisma. Tak właśnie liczyć może termin system komputerowy. W sytuacji gdy list taki zaginie sprawa w oczywisty sposób komplikuje się.

Nikłą pociechą jest fakt, że obecnie w sytuacji niedoręczenia listu zwykłego, to ZUS ma obowiązek dowieść, że list został odebrany określonego dnia przez uprawnioną do tego osobę. Także poczta odpowiadać może tylko w określonym wąsko zakresie za zaginięcie przesyłek poleconych. Te zwykłe mogą ginąć w nieograniczonym praktycznie zakresie – nie ma możliwości dochodzenia zwrotu ich wartości.
W krytycznej sytuacji – gdy wykradzione zostaną osobiste dane przesłane listem zwykłym to nie ZUS i nie poczta ma obowiązek spłaty przykładowych zadłużeń z kredytów-chwilówek tylko my.


Szybkie zastrzeżenie danych, zgłoszenie sprawy na policję – to niestety nieliczne i każdorazowo zbyt późne działania, które podejmujemy zwykle, gdy wiemy już, że stało się coś złego.


Czy jednak w chwili obecnej istnieje możliwość zmiany tej niekorzystnej sytuacji?

Informacje za:
Money.pl
Niebezpiecznik.pl
Wp.finanse.pl
Gazeta prawna.p

Wszystkie oceny (0)

0 z 5 gwiazdek
Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy
reklama
reklama
  1. KINO KOLORY
  2. FARYS
  3. HELIOS

05.26 kino kolory mini

05.24 farys

reklama
reklama