reklama

Podrywam się na dźwięk strażackich syren Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Rozmawiamy z Dariuszem Grygowiczem o strażackiej służbie, o zdrowym odżywianiu, kulturystyce, remontowaniu domu...
Zapytaliśmy komendanta, czy na emeryturze zamierza zostać strażakiem ochotnikiem.

Czy odchodzi Pan z żalem?

Trochę tak. Po tylu latach pracy w straży myślę, że nie dało się uniknąć tego uczucia. Takiego zwykłego żalu bezpośrednio związanego z ludźmi, których „zostawiłem” w jednostce. Niemniej jednak sam podjąłem decyzję o odejściu, podyktowaną różnymi osobistymi względami, ale również faktem, że w moim mniemaniu zawodowo osiągnąłem już wszystko. Oczywiście na moje tytuły i odznaczenia pracowała cała jednostka.

Mówią, że komendantem się bywa, a strażakiem się jest. Czy bierze Pan pod uwagę jakąkolwiek działalność związaną ze strażą?

Na razie nie. Chociaż to hasło o strażaku i komendancie jest stuprocentową prawdą. Nie da się wykorzenić od tak, czegoś, czym żyło się przez tyle lat. I nie chodzi tu tylko o fakt, że na dźwięk strażackich syren odruchowo sięgam po telefon, by skontaktować się „ze swoimi”, sprawdzić co się dzieje. Przekłada się to na wiele codziennych sytuacji, które w oczach strażaka stwarzają zagrożenie, a zwykły obywatel często ich nie dostrzega. W takim względzie moja strażacka służba się nie skończyła. I nie skończy się chyba nigdy.

Kupił Pan dom w jednej z nielicznych wsi, w których nie ma OSP…

Tak, nie zostanę „zwerbowany”!

Nie o to mi chodziło. Może podejmie się Pan utworzenia?

Na razie nie widzę takiej potrzeby. Stróżówka jest tak blisko Gorlic, że strażakom z PSP dojazd zajmuje zaledwie kilka minut. Poza tym OSP aktywnie działają we wsiach ościennych.

Wróćmy do początków. Dlaczego został Pan strażakiem, jakaś tradycja rodzinna?

Nic z tych rzeczy. Szkołę Głównej Służby Pożarniczej wybrałem przez przypadek. Nikt w mojej rodzinie nie był strażakiem. Pamiętam, jak kolega ze szkoły średniej pożyczył mi taki gruby informator, o uczelniach, o kierunkach studiów. Miała być medycyna, ale na ostatniej stronie owego informatora reklamowała się szkoła strażacka. Pomyślałem, że moja sprawność fizyczna na medycynie się zmarnuje i tak trafiłem do Warszawy.

Pierwsza akcja?

Nie pamiętam. Naprawdę! Na pewno było to w Warszawie, gdzie w ramach studiów odbywałem praktyki. Sporo tych zdarzeń tam było. Kto by wtedy pomyślał, że po 33 latach przyjdzie mi to wspominać…

Potem wrócił Pan do Gorlic…

Tak, jestem rodowitym gorliczaninem i tak się akurat złożyło, że oprócz pięciu lat studiów, cała moja zawodowa historia związana jest z naszym powiatem.

Najtrudniejsza akcja?

Ostatnie lata pokazały nam, jak nieprzewidywalna potrafi być natura i żywioły. Najtrudniejszą akcją nie był jakiś konkretny pożar, ale walka i usuwanie skutków powodzi. Wymagało to od nas, strażaków, najwyższych umiejętności i użycia wszelkich dostępnych sił i środków. Myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że również dzięki nam, naszej pracy, uchroniliśmy mieszkańców przed ofiarami śmiertelnymi podczas tych powodzi.

reklama
reklama

Najśmieszniejsze sytuacje?

Te związane z ratowaniem zwierząt. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to źle, ale chodzi mi to, że nie wszyscy rozumieją, po co strażacy wzywają „zwyżkę” do ściągnięcia kota z drzewa. Nierzadko wygląda to jak kadr z filmu, a prawda jest taka, że ów kot wcale nie „zlezie, jak wylazł”. Właściciele zwierząt na pewno zrozumieją, każde życie jest ważne.

To, co będzie Pan robił na tej emeryturze?

Remontował dom, kosił trawę, sadził drzewka. Chyba potrzebuję teraz fizycznej pracy, dlatego moje plany na najbliższą przyszłość kręcą się wokół wysiłku. Oprócz tego rower, narty, wycieczki.

Słyszałam, że komendant Grygowicz dowodzi również… w kuchni?

Może to za dużo powiedziane, ale lubię gotować i to ja przygotowuję część posiłków dla siebie i żony. Staram się, żeby były jak najmniej przetworzone, pełnowartościowe. Jemy regularnie, ćwiczymy, interesujemy się kulturystyką.

Kulturystyką zaszczepioną przez syna?

Dokładnie tak. Jak On to mówi „najpierw trzeba zrobić porządek na własnym podwórku”. Wizyty w siłowni stały się dla mnie codziennością. Wkręciliśmy się w to razem z żoną.

Pana koledzy z jednostki mówią, że jeśli będę chciała kupić nowy telefon, to po „poradę” powinnam się zgłosić do Pana.

Kiedyś tak, teraz już jestem trochę na bakier z nowościami, chociaż nie będę ukrywał, że faktycznie lubię elektroniczne gadżety. Zresztą ta wiedza pomagała również w pracy strażaka, bo przecież nowoczesna komunikacja to podstawa.

Czego będzie Panu brakowało na emeryturze?

Ludzi, strażaków. Mam nadzieję, że nasze kontakty się nie urwą. Kiedyś byli moimi podwładnymi, teraz, mam nadzieję, będą kolegami. To wszystko, co osiągnąłem jest ich zasługą, bo korzystałem z ich wiedzy, zapału i doświadczenia. Dziękuję im za to.

Foto: archiwum rodzinne

Wszystkie oceny (0)

0 z 5 gwiazdek
Dodaj komentarz

Biorą udział w konwersacji

  • Aryskafander

    Ilu by tak chciało, będąc zdrowym, w miarę młodym, pójść na dobrą emeryturę i kiwać palcem w bucie w przód i w tył i w bok... Tylko pozazdrościć.

  • sveb

    wspaniały gość, szkoda że taki odchodzi na emeryturę, ale odpoczynek mu się należy :)

reklama
reklama